Obedience Winter Camp 2026
Kolejny Obedience Winter Camp z Joanną Hewelt i Magdaleną Stodułko przeszedł już do historii. Cztery dni treningów obedience minęły sama nie wiem kiedy. Cztery dni pełne nauki, nowych pomysłów i inspiracji oraz pracy nad detalami, które w obedience grają ogromną rolę.
Dzień 1 – przebiegi i weryfikacja
Pierwszego dnia weszliśmy na halę z lekką ekscytacją – w końcu to moment, w którym instruktorki mają okazję zobaczyć nas „na żywo” po dłuższej przerwie, ocenić poziom poszczególnych ćwiczeń i zaplanować dalszą pracę.
Indywidualne wejścia i przebiegi były okazją, by pokazać, nad czym pracujemy i w którym miejscu drogi do klasy 2 obecnie jesteśmy. MJ zaprezentował się całkiem fajnie. To, co potrafił, zrobił dobrze. Udało się też, po raz pierwszy, połączyć w całość elementy ćwiczeń, które do tej pory szlifowałam osobno. Dziewczyny obserwowały nasze przebiegi i robiły notatki, co później przełożyło się na bardzo trafnie dobrany program kolejnych dni obozu.
Dzień 2 – dzień detali i techniki
Drugi dzień obozu był poświęcony detalom – czyli temu, co w obedience jest absolutną podstawą. Po porannym omówieniu i demonstracji na psach instruktorek zostaliśmy podzieleni na dwuosobowe teamy. Każdy team pracował nad jedną, konkretną umiejętnością techniczną, wybraną na podstawie obserwacji z dnia pierwszego.
Testowaliśmy nowe patenty i szukaliśmy rozwiązań, które mogą poprawić skuteczność lub obraz danego ćwiczenia. Z MJ’em trafiliśmy do grupy aportów kierunkowych, a dokładnie skutecznego wysyłania na środkowy aport. Myślę, że MJ dobrze odpowie na nowe pomysły i zrobimy kolejny krok do przodu.
Dzień 3 – ideale
Trzeciego dnia przyszedł czas na „ideale”, które wymagają skupienia nie tylko od psa, ale również przewodnika. To na ten moment najtrudniejsza dla mnie część treningów. Każdy ideał trzeba dobrze zaplanować, być w swoim planie konsekwentnym, ale i elastycznym, by na bieżąco reagować na to, co dzieje się podczas przebiegu. „Ideale” to też sztuka dobrania planu i rodzaju „ideala” do konkretnego psa, jako że nie ma jednej, uniwersalnej metody na wszystkich. Tym lepiej więc popracować nad nimi pod okiem doświadczonych osób, które przypilnują nas podczas pracy z psem i będą przypominać o trzymaniu założonych kryteriów.
Dzień 4 – rozproszenia i praca w grupie
Ostatni dzień tradycyjnie poświęcony był pracy w grupie i rozproszeniom. To zawsze duże wyzwanie, bo psy muszą radzić sobie nie tylko ze swoim ćwiczeniem, ale też z obecnością blisko pracujących psów, ruchem, komendami innych przewodników i całą otoczką.
MJ poradził sobie naprawdę dzielnie – widziałam, jak bardzo dojrzał w pracy i jak coraz lepiej potrafi utrzymać skupienie mimo trudniejszych warunków.
Po części grupowej mieliśmy jeszcze indywidualne wejścia u Asi i Magdy, podczas których mogłam popracować nad wybranymi elementami i upewnić się, że wyjeżdżamy z obozu z konkretnymi narzędziami do dalszej pracy.
Cztery dni, które dały nam naprawdę dużo
Obedience Winter Camp 2026 był dla mnie, jak zawsze, cennym treningowo i towarzysko doświadczeniem. Każdy dzień przyniósł nowe pomysły. MJ pracował z zaangażowaniem, a ja wróciłam do domu zmotywowana, z głową pełną planów.
Uwielbiam takie wyjazdy – intensywne, merytoryczne, pełne dobrej energii i fajnych ludzi. Już nie mogę się doczekać, aż wdrożymy wszystko w treningach.